Choć to ja jestem kochanką, czuję się tak samo zdradzona, jak ona by się czuła, gdyby o mnie wiedziała. Wiem już, że to nie jej wina, choć tak długo chciałam wierzyć w tę bajeczkę. Przecież jestem kochanką swojego szefa… KOCHANKĄ! Wiem, że albo muszę to skończyć, albo z nim porozmawiać, tylko nie mam pomysłu, jak miałabym zacząć? Przecież on mi nic nie obiecywał! Jaka ja jestem głupia, po co dałam się w to wciągnąć?! Kochanki zawsze są gorsze, obwiniane o zdradę. Co jednak, jeśli ja naprawdę zakochałam się w żonatym mężczyźnie? To nie jest piękna miłość. I co, mam zapaść się pod ziemię? - Seks - Związki i seks - Forum - Wątek Strona 1288 Przez xolek43, 5 Maj w Życie erotyczne. 37 odpowiedzi. 3482 wyświetleń. Pokraka. 27 minut temu. Jestem załamanatak potwornie go kochambłagałam aby nie odchodził, jak wszedł do . Cześć! Od 5lat jestem w związku w tym od roku po ślubie. Piszę tutaj bo już nie wiem co robić… Mamy córeczkę 8mc staraliśmy się o nią 9mc. Gdy zaszłam w ciążę mąż się zmienił. Zero wsparcia, gdy było spotkanie ze znajomymi, gdy byłam w ciąży nie pomagały prośby by skończyć imprezę bo źle się czuję. Po porodzie ciągle imprezy też nic nie dawały prośby i doszło już nawet do tego, że krzyczał, że mnie nienawidzi…Z córką nie potrafi sie nawet bawić, gdy sie nią zajmuje to bierze ją przed tv i tak wygląda u niego opieka nad nią. Już mam dość, wysiadam psychicznie przy nim. Nawet na seks ma ochotę tylko raz na dwa tygodnie mimo, że w łóżku nudy nie mamy. Coraz częściej myślę o rozwodzie, ale co wtedy? Wrócić do rodziców z podkulonym ogonem? Prace straciłam z dniem porodu i nie wyobrażam sobie dać małą do żłobka przecież nie przeżyje rozstania takiego z nią. Mieszkanie mamy od teściów, ale to co się dowiedziałam to mimo, że darowizna zrobiona po ślubie mi nic się nie należy mimo, że moje pieniądze tez szły na remont, a teraz moje macierzyńskie idzie cale na rachunki i raty za sprzęty domowe, ale prócz przelewów na męża konto nie mam innych paragonów itp więc jestem w dupie krótko mówiąc. Samochód mój tez się nie nadaje już do jazdy, a on swój kupił przed ślubem. Mąż dużo zarabia, ale na umowie ma najniższa krajowa więc nie mam co liczyć na jakieś porządne alimenty. I na dodatek nie mamy ostatnio zbytnio na jedzenie, ale oczywiście na swoje gadżety ma. Mi żeby dać na okulistę bo już ciężko nawet autem się jeździ to też mogę zapomnieć. Teraz wymyślił, że jego wypłatę dzielimy na pół i wszystko kupujemy na pół ostatnio to jest 700zl na 2tyg dla każdego i mimo to ciężko z tego odłożyć sobie na coś. Nie wierzę, że piszę tu wiadomość, ale to już chyba desperacja…😞 Są tu samotne mamy, które mogą powiedzieć jak sobie radzą Szukaj: O NAS Marketing Komunikacja SKLEP KURSY ONLINE TWOJE BIURKO Rejestracja instruktora Rejestracja studenta Kursy online Książki/E-booki Koszyk BLOG KONTAKT Logowanie Koszyk / 0,00 zł 0 Brak produktów w koszyku. 0 Koszyk Brak produktów w koszyku. Tag Archives: #jestem kochanką Nothing Found It seems we can’t find what you’re looking for. Perhaps searching can help. Mam na imię Monika, o nowennie dowiedziałam się z internetu kiedy moje małżeństwo wisiało na włosku. Jestem mężatką od 6 lat, mamy dwoje dzieci. Mąż mnie zdradził z koleżanką z pracy, powiedział że mbie już nie kocha, a z Nią jest szczęśliwy. Próbowałam z Nim rozmawiać, prosiłam, błagałam żeby zakończył ten romans. Mąż dał Nam szansę,ale to było kłamstwo, tylko dla mnie była taka wersja, ja w to wierzyłam a mąż nadal brnął w ten romans a mnie kłamał w oczy. Wierzyłam Mu bo mimo tego ciągle Go kocham. Ale mąż ciągle się ode mnie oddalał, wreszcie wyszło po ok pół roku,że nadal jest z kochanką,że to ją kocha a ze mną jest ze względu na dzieci. Wtedy ciągle szukałam informacji jak naprawić małżeństwo, zaczęłam się bardzo dużo modlić i przy szukaniu tych informacji natknęłam się na nowennę. Najpierw poczytałam ale szybko stwierdziłam,że to nie dla mnie. Później po jakimś czasie stwierdziłam,że to ostatnia rzecz jaką mogę zrobić. Wtedy czytając świadectwa natknęłam się na swiadectwo pani Małgorzaty, która dzięki nowennie uratowała swoje małżeństwo. Zaczęłam odmawiać nowennę w intencji nawrócenia i przemiany wewnętrznej mojego męża i Jego kochanki. Było ciężko, porwał mi się różaniec, obrazek Matki Bożej przed którym sie modliłam odwrócił się do góry nogami. Ja się modliłam,a w tym czasie Mój mąż robił wszystko żeby odejść z domu i związać się z kochanką. Nawet powiedział jej,że chce ją z jej dziećmi,a Nasze chciał zostawić. Ciągle z Nią pisał, prawie nie rozstawał się z telefonem. Dzień przed niedzielą palmową odezwała się do mnie kochanka męża z prośbą o rozmowę. Nie chciałam tego,ale jakoś tak sprawy sie potoczyły, że rozmawiałyśmy później się spotkałyśmy i długo ze sobą rozmawiałyśmy. Następnego dnia zaprosiłam ją do Naszego domu i odbyła się konfrontacja z Moim mężem. Kochanka Go zostawiła,a ja kazałam się wy prowadzić Mojemu mężowi z domu. Mąż bardzo przeżył rozstanie z kochanką, ciągle mnie nękał smsami ,żebym Mu wytłumaczyła po co to wszystko było, że On stracił wszystko, że nie ma po co żyć. Poza domem wytrzymał 1 dzień, kiedy wrócił do więcej swoich rzeczy do domu rozmawialiśmy. Po tym co usłyszał postanowił zostać w domu. Wiedziałam,że nie wytrzyma i będzie nękał kochankę,żeby do Niego wróciła. I jak się okazało miałam rację. Matka Boska mnie wysłuchała ta kobieta zostawiła Mojego męża, wpadła w depresję. Nie cieszę się z tego,żal mi jej ale ciągle kontaktuje się z Moim mężem, nadal rozmawiają jakby nic się nie stało. Wiem,że to zasługa Matki Bożej,że ona zostawiła Mojego męża. Teraz zły miesza znowu w Naszym życiu, mąż znowu zastanawia się nad odejściem. Ja zaczęłam odnawiać 2 nowennę tym razem o naprawę i uratowanie małżeństwa. Dojrzałam przez tą sytuację, wszystko zawierzyłam Bogu i Matce Bożej, ja już po ludzku nic nie mogę zrobić. Dziękuję Bogu,bo przez ten romans Bóg zdjął mi klapki z oczu, że w Moim małżeństwie działo się bardzo źle,zrozumiałam swoje błędy, bardzo się zmieniłam przez ostatni rok. Jestem spokojniejsza, po ludzku się boję, ale wierzę, że wszystko bedzie dobrze niezależnie od tego jak moje życie i małżeństwo się potoczy. Módlcie się, bo Matka Boża nie zostawi Was samych, nawet jeśli wszystko się wali zawierzcie wszystko Bogu. Wybaczyłam mężowi i Jego kochance, nie mam żalu i nikomu źle nie życzę. - To się stało na moim własnym weselu - mówi Patryk. - Wcześniej właściwie jej nie widywałem. Wydawała mi się dość oschła i taka poważna. Dopiero podczas wesela poznałem ją tak naprawdę. Poczułem się wtedy jak nigdy. Do dziś nie mogę zapomnieć tego wieczoru, ale właśnie ze względu na nią. Patryk zna swoją żonę od czterech lat. Za jej namową małżeństwem są od roku. Od tego też czasu Patryk czuje, że poślubił nie tę kobietę, co powinien. Wciąż myśli o siostrze swojej żony. Natasza z kolei jest mężatką od trzech lat. Jednak to nie męża darzy miłością. Od dziesięciu lat kocha innego mężczyznę. Z wzajemnością. Prawdziwą miłością Marty jest wspólnik w pracy i przyjaciel jej partnera. Żaden z nich niczego się nie domyśla. Ona sama nie jest w stanie nic zrobić. Czeka, aż jej uczucie wygaśnie. Na własnym weselu zrozumiał, że jej nie kocha Po ślubie Patryk (24 lata) i jego świeżo upieczona małżonka, jako młoda i studiująca jeszcze para, otrzymali propozycję wspólnego zamieszkania z siostrą jego żony. Chętnie na nią przystali, bo od trzech lat pomieszkiwali w wynajmowanych kwaterach, a często podróżująca siostra gwarantowała im wygodę przez większą część miesiąca. Sytuacja jednak mocno się skomplikowała, bo Patryk... zakochał się w siostrze własnej żony. Kiedy zrozumiał, że poślubił nie tę kobietę, którą powinien? - Wiem, że to wyda się straszne, ale to się zaczęło na moim własnym weselu – wspomina. – Wcześniej właściwie jej nie widywałem. Z racji pracy wciąż jest poza domem. Zwykle zamieniałem z nią kilka słów podczas krótkich wizyt, gdzieś przelotnie. Wydawała mi się dość oschła i taka poważna. Dopiero podczas wesela poznałem ją tak naprawdę. Długo wtedy rozmawialiśmy, oczywiście głównie o mnie i jej siostrze. Ale poczułem się wtedy jak nigdy. Do dziś nie mogę zapomnieć tego wieczoru, ale właśnie ze względu na nią. Patryk widuje swoją prawdziwą miłość kilka razy w miesiącu. Nie wie, jak się wtedy zachować. Wiedząc o tym, że przyjedzie, zastanawia się, czy dobrze wygląda. Wie, jaką lubi muzykę, więc obmyśla plan, czego będzie słuchać w tym czasie, aby przyszła, usiadła na sofie i porozmawiała z nim. - Po spotkaniach z nią długo nie mogę się pozbierać – wyznaje. – Jest inteligentna, piękna, sporo podróżuje i poznaje ciekawych ludzi. Moja żona jest przy niej jak dziecko. Już dawno przestała mi imponować. Nie sądzę też, by zauważyła, że coś jest nie tak. Jest zbyt zajęta nauką, pracą i imprezami. A nawet gdyby coś podejrzewała, to co może mi zarzucić? Niczego między mną a jej siostrą nie ma i nie sądzę, by kiedykolwiek było, choć bardzo bym tego chciał. "Nie tęsknię za żoną" Patryk uważa, że byłoby mu o wiele łatwiej, gdyby się wyprowadził. Ale wcale tego nie chce. Nie wyobraża sobie mieszkania z żoną, bez czekania na powroty jej siostry. - Najgorsze jest to, że zupełnie nieświadomie to właśnie ona otworzyła mi oczy na to, że nie chcę spędzić reszty życia z najbliższą jej osobą. Owszem, żona podoba mi się, dogadujemy się, ale nie ma między nami żadnej chemii, nie ma "tego czegoś", co powoduje, że za nią tęsknię. Czy uczucie do tej drugiej kobiety może być zwykłym zauroczeniem? - Wielokrotnie się nad tym zastanawiałem. Gdyby tak było, czułbym jedynie fizyczną fascynację tą kobietą. A ja myślę o niej cały czas, chcę być przy niej, słuchać jej głosu. Nie ma chwili, bym nie zastanawiał się, co teraz robi, gdzie jest, z kim rozmawia. I martwię się o nią bardziej niż o własną żonę i naprawdę źle się z tym czuję – kończy Patryk. Sam nie wie, dlaczego tak wcześnie zdecydował się na ślub. Żona jest jego pierwszą miłością, pierwszym poważnym związkiem. To jej bardzo zależało - zgodził się, myśląc, że i tak nie spotka już nikogo, z kim byłoby mu po prostu dobrze. Nikomu z bliskich nie powiedział o swojej pomyłce. "Gdybyśmy byli razem, szybko byśmy się rozstali" - Czy z mężem byłam kiedyś szczęśliwa? – zastanawia się Natasza (34 lata). – Raczej tak, ale sytuacja się zmieniła, kiedy dzień moich urodzin przesiedział przed komputerem. Codzienność? Chyba nie ma czegoś takiego. Wracam do domu, a mąż siedzi przed laptopem, więc mnie nie pozostaje nic innego, jak zrobić to samo. Natasza przyznaje, że znajomość z tym drugim mężczyzną od samego początku nie była zwykłą znajomością. Choć oboje próbowali przejść na stopę przyjacielską, udawało im się to tylko na jakiś czas. Potem ich uczucie, które tak naprawdę nigdy nie wygasło, zawsze powracało. Tę drugą kobietę spotkała tylko raz, dawno temu, gdy nie była jeszcze żoną jej ukochanego. Potem ich kontakt na pewien czas się urwał – zanim znów się spotkali, był już żonaty. Czy chcą i myślą o tym, by być kiedyś razem? – To niemożliwe, żadne z nas nie wystąpi z taką propozycją – zaprzecza Natasza. – Ja bym nie potrafiła zaufać, że nie będę kolejną zdradzaną żoną. Za dobrze znam tego drugiego mężczyznę. Jeśli raz zdradził - zdradzi po raz kolejny, choćbym była miłością jego życia, a tak ponoć jest. Poza tym różnimy się od siebie, choć wydaje mi się, że mówienie "nie wytrzymalibyśmy ze sobą" jest raczej chęcią utwierdzenia się w tym przekonaniu. Oboje zdają sobie sprawę z tego, że gdyby byli razem, szybko by się rozstali. Dotychczasowe doświadczenia i upodobania nadwyrężyłyby ich zdaniem tę relację. Żyjąc oddzielnie, nie muszą się na siebie złościć o źle odłożoną książkę czy ślady po kawie w źle umytym kubku. "Przy nim czuję się bezpieczna" Dlaczego więc, skoro oboje otwarcie przyznają, że nie widzą przyszłości dla tego związku, Natasza kontynuuje znajomość? - Przede wszystkim potrafi mnie wysłuchać – mówi. – Jak mam jakiś problem, to wiem, że mogę do niego zadzwonić i najzwyczajniej w świecie wygadać się. Nie będzie mnie oceniał, nie będzie komentował, po prostu mnie wysłucha. Przy nim czuję się bezpieczna. Jego towarzystwo odrywa mnie od brutalnej rzeczywistości, jaka mnie w tej chwili otacza. Daje mi coś, czego nikt nigdy mi nie dał... Natasza nie myśli o tym, jak długo jeszcze potrwa jej układ. Cieszy się z każdej spędzonej we dwoje chwili. Jak twierdzi, bierze tyle, ile jest jej dane. Nie liczy i nie prosi o nic więcej, bo uważa, że zawsze można nie mieć niczego. Kilka osób zna jej sytuację. - Nie było zaskoczenia, imię tego drugiego pojawia się w domu od kilku lat – mówi. – I od samego początku było wiadomo, jakie są nasze relacje. Od nikogo nie otrzymałam żadnej rady, bo wszyscy doskonale wiedzą, że i tak postawię na swoim. "Wolę być kochanką niż żoną" - To nie jest tylko seks ani chęć podniesienia adrenaliny tajemnymi spotkaniami z kochanką – zapewnia Natasza. – Wiem, że gdybym teraz od niego odeszła, to złamałabym mu serce, tak jak on złamałby moje. Choć w jego przypadku to nieuniknione. W końcu kiedyś pojawi się dziecko, a wtedy jego świat się zmieni i boję się, że wtedy dla mnie nie będzie w nim już miejsca. Temat dziecka po prostu przeraża Nataszę. Uważa, że gdy pojawi się na świecie, jego uczucie do niej skończy się. - Znam niejednego twardziela, który zmiękł w chwili, kiedy wziął swoje dziecko na ręce - mówi. - Myślę, że jego uczucie najzwyczajniej w świecie wygaśnie. Choć on zarzeka się, że nikt i nic nie zmieni jego uczuć do mnie i że zawsze będzie dla mnie miał czas. Czas pokaże. Ja gdzieś w głębi mam nadzieję, że te słowa nie były rzucane na wiatr. Były chwile, gdy Natasza całkowicie znikała z życia tego drugiego mężczyzny. Nie widywali się i nie słyszeli czasem nawet kilka miesięcy. Ale za każdym razem wystarczył jeden telefon, jedno spotkanie, by znów wpadli sobie w ramiona. "Wolę być kochanką niż żoną" - tak Natasza napisała na swoim blogu, bo – jak twierdzi – woli zdradzać, niż być tą zdradzaną. Przyznaje jednak, że są dni, gdy czuje się wyjątkowo samotna i chciałaby, by ten drugi mężczyzna był przy niej, przytulił ją, wziął na spacer, do kina – gdziekolwiek, gdzie mogliby być razem. - Czasem zazdroszczę tej żonie, która może ma go w innym pokoju, ale go ma – wyznaje. Co z wyrzutami sumienia, koniecznością ukrywania się i ciągłego rozmijania z prawdą? Czy z czasem udawanie staje się łatwiejsze? - Do skrywania tajemnicy można się po prostu przyzwyczaić, jak do wielu innych spraw. Poza tym, wracając do domu, raczej staramy się o sobie nie myśleć... To tak, jakby zakładać inną maskę. "Jestem szcześliwsza po śmierci męża" "Marzę, aby to uczucie wygasło" Prawdziwą miłością Marty (31 lat) jest wspólnik w pracy i przyjaciel jej partnera. Zna go od kilku lat, często się spotykają, mają wiele wspólnych spraw, często razem spędzają urlop, wychodzą na miasto. Dziś jej prawdziwa miłość deklaruje, że chce być singlem, ale Marta wie o kilku jego byłych partnerkach – z jedną z nich byli nawet wspólnie za granicą. Dla niej to było bardzo bolesne doświadczenie. - On niczego się nie domyśla, przynajmniej tak mi się wydaje – uważa Marta. – Z moim chłopakiem tworzymy szczęśliwy obrazek poukładanej i rozumiejącej się pary. Poza tym to przyjaciele jeszcze z dzieciństwa. Nawet gdyby się czegoś domyślał, lojalność nie pozwoliłabym mu na żaden ruch wobec mnie i mam tego świadomość. Marta i jej chłopak są przeciwnikami małżeństwa, mieszkają wspólnie w jego mieszkaniu od pięciu lat. Ona prowadzi rachunki w jego firmie, ale jak twierdzi, nie musiałaby pracować, gdyby nie chciała. Chce, bo to przede wszystkim szansa na widywanie tego, którego skrycie kocha. Nie widzi jednak żadnej szansy na to, by w jakikolwiek sposób dać mu do zrozumienia, że coś do niego czuje. Tylko raz, kiedy za dużo wypiła podczas sylwestra, odważyła się wyznać to, co czuje. Pamięta tylko to, że po północy, tuż po fajerwerkach, zostali we dwoje na zewnątrz. Reszta gości wróciła do zabawy. Marta, czując szumiące w głowie bąbelki, mówiła o tym, jakim - według niej - jest wspaniałym mężczyzną, że od dawna myśli o nim nie jak o przyjacielu a kochanku. Pamięta, że słuchał jej w milczeniu, nie przerywając ani na chwilę. Pamięta też jego śmiech i słowa, jakimi zakończył tę krótką chwilę szczerości z jej strony: kochanie, chyba cię jeszcze takiej pijanej nie widziałem, lepiej wróćmy do środka i zatańczmy. Do rozmowy oczywiście nigdy nie wrócili, a dziś nie jest nawet pewna, czy on w ogóle ją pamięta. - Mam nadzieję, że nie - to by zbyt wiele skomplikowało – uważa. – Nawet, gdybym jakimś cudem zdobyła się na taką szczerą, prawdziwą rozmowę albo dała mu jakiś znak, że to z nim chciałabym zasypiać i przy nim budzić się - co on miałby z tym zrobić? Myślę, że takie wyznanie wyrządziłoby więcej szkód, niż przyniosło pożytku. Mój chłopak na pewno niczego się nie domyśla, umiem stwarzać pozory. Jestem z nim szczęśliwa na swój sposób i nie odejdę od niego, bo zbyt wiele łączy nas spraw, zbyt wiele zobowiązań. Czekam tylko na to, aby uczucie do tego drugiego mężczyzny kiedyś wygasło… "Gdy wszyscy śpią, marzę o nim" Historii – takich jak Nataszy, Patryka i Marty – jest wiele. Każda nieco inna, ale łączy je wspólny czynnik – wszyscy żyją u boku człowieka, którego tak naprawdę nie kochają. - Małżeństwo z 24-letnim stażem i stało się, zakochałam się, z wzajemnością – pisze internautka. – To trwa od 6 lat, to prawdziwa miłość, o której mąż wie, ale nie umiemy podjąć decyzji o rozstaniu. Czasami trudno jest przewidzieć, co los dla nas pisze. Nigdy nie wiadomo, co będzie w przyszłości, więc należy brać z pokorą, co los nam zsyła tu i teraz. Umieć to docenić, a nie żyć całe wieki iluzją i marzeniami - prawdopodobnie nigdy niespełnionymi. Może się okazać, że chwila, która właśnie trwa, jest najpiękniejszą z naszych chwil. - Nigdy niczego bardziej nie pragnęłam, niż znaleźć się w jego ramionach – pisze kolejna forumowiczka. - Nie znałam wcześniej uczucia, by pragnąć tak bardzo - do bólu. Oboje mamy rodziny i nasz związek nie mógłby się skończyć happy endem. Chociaż przepłakałam z tęsknoty za nim już niejedną noc, to nie żałuję ani sekundy, kiedy byłam blisko niego. Kocham go i zrobiłabym dla niego wszystko, ale on się o tym nie dowie. Moja rodzina w pewnym sensie skorzystała z tej zdrady. Swoim dzieciom z powodu wyrzutów sumienia zaczęłam poświęcać więcej czasu. Mąż też jest zadowolony. Jestem zadbana, uśmiechnięta i szczęśliwa. I on pewnie myśli, że to jego zasługa. I niech tak myśli. Tylko nocami, gdy wszyscy śpią, marzę o nim ze łzami w oczach i czekam na jakąkolwiek wiadomość od niego. - Między nami do niczego nie doszło... i bardzo tego żałuję – wyznaje kolejna osoba. – Gdybym mogła cofnąć czas. Szlocham po nocach, żeby rodzina nie zauważyła, że coś się dzieje, żeby uniknąć głupich pytań. I tak życie toczy się dalej, ja bez niego, on beze mnie. Trwa już 10 lat. UWAGA! KONKURS! Zostańcie Superparą - wygrajcie romantyczny weekend w bajkowym pałacu i profesjonalną sesję zdjęciową! Razem, ale obok siebie Każdy związek ma swoją dynamikę i każdy przechodzi charakterystyczne etapy. Zwykle zaczyna się romantycznie, pięknie i namiętnie. Na początku partnerzy są przekonani, że nic i nikt ich nie rozdzieli, że świat należy do nich, że nie ma takiego drugiego związku jak ich. Jest mnóstwo rozmów, szczerych wyznań, czułości. Zakochani patrzą na siebie, nie dostrzegając swoich niedoskonałości, akceptując każdą wadę. Później intensywność relacji nieco spada, związek przechodzi w kolejne fazy… Tylko od obojga partnerów zależy, jaki będą miały przebieg i jak będą przez nich rozumiane. Jak twierdzi psycholog Maria Rotkiel, ekspertka serwisu najbardziej zagrażającą związkowi sytuacją jest ta, gdy wchodzi on w fazę tzw. pustego związku, a więc takiego, w którym jedynym jego spoiwem są wspólne obowiązki, a po bliskości i namiętności pozostają jedynie wspomnienia. - Para żyje razem, ale tak naprawdę obok siebie – mówi psycholog. – Wiele osób nie ma odwagi odejść z takiego związku, ale rozpad takiej relacji jest na ogół kwestią czasu. Oczywiście nie każdy związek musi przechodzić takie etapy - wspólna praca partnerów i zastanawianie się nad związkiem może podtrzymać intymność i zaangażowanie oraz głęboko przeżywane emocje. Jednak pozostawienie związku naturalnemu biegowi, tak, by "sam się dział", doprowadzi do śmierci relacji. Jeśli partnerzy zorientują się na etapie związku pustego, że się od siebie oddalili, na ogół jest już zbyt późno na odnowienie więzi. Często partnerzy zaczynają skrycie marzyć o nowej relacji - takiej, w której znowu będą mogli przeżywać silne uczucia i bliskość. Być może właśnie tak jest w przypadku Nataszy, Patryka, Marty i wszystkich tych, którzy od lat trwają w związkach pozbawionych miłości i namiętności. Czy ich partnerzy naprawdę nie dostrzegają problemu? A może tak samo jak oni, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ich relacja od dawna pozostawia wiele do życzenia. Być może czują się w tym związku równie samotni i odepchnięci? I być może tak samo jak oni nie potrafią zdobyć się na szczerą rozmowę o swoich uczuciach, pozostawiając los ich związku biegowi wydarzeń... Naszą ekspertką jest Maria Rotkiel, psychoterapeutka par z Pracowni Poznawczo - Behawioralnej, opiekun merytoryczny serwisu Serwis wyraża zgodę na udostępnienie tego artykułu na stronach innych serwisów internetowych. Warunkiem opublikowania artykułu jest umieszczenie w jego sąsiedztwie następującej informacji: "Artykuł pochodzi z serwisu oraz przekierowania na stronę: Treść artykułu należy skopiować w całości, podając autora i nie zmieniając jego treści merytorycznej. Źródło:

jestem kochanką jak odejść